czwartek, 30 kwietnia 2009

Szmaticzku na paticzku

No pięknie!
Przesiedzieliśmy swoje 8h w pracy, męcząc się dzisiaj niemiłosiernie!
Słońce świeciło jak oszalałe, zza okna, nawet na wysokości 8-go piętra lał się żar, niczym w środku upalnego lata! My czekaliśmy z niecierpliwością na koniec pracy, bo przecież zaczyna się długi łikend, który co prawda w tym roku jest niedługi, ale zawsze to łikend!
Wolne! Można grilować, jeździć na rowerze, wyjechać, odpoczywać i nawet opalać się! Już robiliśmy plany czym wspaniałym będziemy się zajmować do poniedziałku, jak cudownie spędzimy te wolne 3 dni!
Siedzieliśmy jak na szpilkach odliczając sekundy w minutach i wypatrywaliśmy godziny 16-tej dzisiaj z utęsknieniem...
I co?
O 16,15 niebo się zachmurzyło, poszarzało na świecie, zerwał się wiatr, a razem z nim tumany kurzu i piasku, powiało i... rozpadało się!
Staliśmy przed oknem w pracy i patrzyliśmy jak chmura zbliża się do nas i jak deszcz zaczyna padać coraz bardziej.
nikt na taką pogodę nie był przygotowany! Żadnej kurtki, kaptura, nawet parasolki nie mamy!
Karina tylko zaśmiała się na to i przetłumaczyła baaardzo dowolnie "parasolkę"na czeski język. Jak to jest? "Szmaticzku na paticzku". :)
Czy ma ktoś szmaticzku na paticzku ze sobą dzisiaj?
Jak ma to wygrał, bo nie zmoknie w tym nagłym załamaniu pogody...
zawsze tak jest! Dopóki się siedzi w pracy, zamkniętym w 4-rech ścianach, to jest piękna pogoda, słońce i ciepło. A jak tylko zaczyna się wolne, pogoda się psuje i po zabawie! Trzeba się zamknąć dla odmiany we własnym domu, bo mrozi dupkę, leje deszczem na głowę, albo wiatr w oczy biednemu pracownikowi....
Ciekawe jaki się nam uda ten niedługi długi łikend majowy...

Brak komentarzy: