czwartek, 25 czerwca 2009

Chuda nieanemiczka

Poszłam dzisiaj po pracy do sklepu z ziołami.
Powiedziała mi o nim wczoraj koleżanka, która wybrała się do niego w poszukiwaniu cudownego remedy na wypadające włosy. Ja poszukiwałam remedy na wypryski, podobno jest tam świetnie działające mydełko ze srebrem, które ma wybitne właściwości bakteriobójcze.
Sklep jest tuż obok mojej pracy, na pobliskim mikro-osiedlu, składającym się z 3 bloków i mnóstwa betonu. To osiedle zawsze i nieodmiennie mnie zdumiewa - typowe blokowisko w nowoczesnym stylu, wybrukowane kostką i zupełnie nieekologiczne i w dodatku mało przyjazne człowiekowi.
W sklepie dzieją się przedziwne rzeczy, jak się okazuje.
Była w nim najpierw jedna marudna klientka, która kupowała dwa produkty całą wieczność, potem weszła druga, oglądająca zawartość półek. Potem przyszła mocno zdecydowana trzecia, opowiadająca o tym, jak to jakiś preparat jej świetnie pomógł podwyższyć poziom żelaza i jak to lekarze są z niej dumni. Wzięłam sobie mydełko antybakteryjne ze srebrem i stanęłam za anemiczką w kolejce. Nagle weszła jakaś kobieta w wieku o jedno pokolenie bardziej zaawansowanym od nas, wepchnęła się w pustą przestrzeń między anemiczką, a mną i zapytała o jakiś balsam mineralny. Sprzedawczyni podliczyła anemiczkę i podała balsam zaawansowanej wiekiem kobiecie. W tym momencie kobieta mnie zaczęła drażnić, bo najwyraźniej wepchnęła się w kolejkę przede mną i ani myślała się na mnie obejrzeć. Obejrzałam ją od góry do dołu, po czym popatrzyłyśmy na siebie ze sprzedawczynią, ja wzruszyłam ramionami, ona się uśmiechnęła. Obie chyba odniosłyśmy takie samo wrażenie po tej babce.
Rozważyłam opcję zwrócenia jej uwagi, ale babka była trochę jakby znerwicowana i nie wyglądała za zdrowo. Taka bida chodząca. Niby porządne ubranie, ale nerwowe ruchy, chuda i niewyraźna. Pomyślałam, że postoję już za nią i nie będę jej wyganiać za mnie, bo ani nie miałam ochoty wdawać się z nią w najmniejszą nawet rozmowę, ani nie chciałam oglądać jej potencjalnej reakcji. Cokolwiek było z nią nie tak - było to widać i najwyraźniej ciągnęło się to już jakiś czas. Zazwyczaj ludzie są znacznie mniej nerwowi. Nie mówiąc już o tym, że mają trochę kultury i patrzą na innych, przynajmniej w tym minimalnym stopniu, aby nie wpychać się w kolejkę na chama.
Babka kupiła co chciała i poszła.
Po niej kupiłam ja, coś tam porozmawiałam ze sprzedawczynią, która o ziołach wiedziała sporo, doradziła mi coś na paznokcie, podpowiedziała jak stosować. A po mnie położyła na ladzie swoje produkty następna klientka.
Od słowa do słowa wywiązała się gadka o tym, że każdy w tym sklepie ma takie same potrzeby - włosy, skóra, paznokcie, niedobór witamin. Na co sprzedawczyni rozgadała się o tej anemiczce.
Powiedziała, że jakiś czas temu zaczęła ona przychodzić do sklepu po produkty na bazie pokrzywy i zwalczyła tym swoją mocno zaawansowaną anemię. A była blada, chuda, bez życia, wycieńczona, wyglądała, jak zjawa. Powiedziawszy to sprzedawczyni obrzuciła mnie wzrokiem i dodała, że ja też jestem chuda, ale we mnie widać życie, a w tej anemiczce nie było życia wcale.
Na te słowa obrzuciła mnie wzrokiem kupująca klientka. Oblukała mnie od góry do dołu i z powrotem bardzo uważnie, co oczywiście było doskonale widać. Spojrzałam na nią, zrobiłam minę typu "No pięknie, jest we mnie jakieś życie..." i poszłam sobie precz cokolwiek ogłuszona tym niespodziewanym podsumowaniem.
To świetnie, że jest we mnie życie, dokładnie taką mam nadzieję, ale dlaczego wszyscy uporczywie wmawiają mi, że jestem taka chuda, kiedy nie jestem?
Mam koleżankę, która jest może w połowie mojej postury, ona to jest dopiero chuda. Jestem od niej dwa razy większa na szerokość.
Chyba ludzie mają zwidy jakieś!
Mam rozmiar 36, to nie jest żadna anomalia, przecież szyją takie w standardzie! To dlaczego niby ja jestem rzekomo taka dziwnie chuda?
Poza tym przytyłam w zimie 2 kg i nadal je na sobie noszę, bo jakoś ich z wiosną nie zgubiłam. W związku z tym dwie pary moich spodni są na mnie przyciasne.
Więc tak, owszem, jest życie na tej planecie, nawet jeśli jest ona w rozmiarze 36. :)

2 komentarze:

Just pisze...

Życie jest nawet w rozmiarze 34 :)

Justee pisze...

No właśnie, Ciebie miałam na myśli :)