sobota, 16 stycznia 2010

Poniedziałek - Warszawa zdobyta

W poniedziałek wyruszyłam bladym świtem z domu na podbój Warszawy. Uzbroiłam się w ciepłą kurtkę, czapkę i MP3-kę z Harrym Potterem. I o 6,45 byłam już w drodze na przystanek autobusowy.
Pociąg mieliśmy o 7,55. Całkiem przyzwoita godzina, zważywszy na to, że wcześniej zdarzało się nam wyjeżdżać z Lublina o 6 rano.
Na dworcu PKP nie było kolejek po bilety, więc kupiłam je w trzy minuty. Zaraz po tym, jak musiałam odejść od okienka i przespacerować się w tą i z powrotem po gotówkę do bankomatu. Na dworcu tylko jedna kasa ma terminale do płatności kartą... Dobrze, że bankomat jest zaraz obok i to w dodatku czynny.
Co ciekawe, postawili bankomat Pekao S.A. w budynku dworca, ale ten pluł moją kartą z niewiadomych przyczyn. Może karta Aliora mu się nie podobała... Mi ona się też nie podoba za bardzo ostatnio, trochę im to konto zdziadziało. Otworzyłam je w promocji i przez pierwszy rok było całkiem ciekawą ofertą: bez opłat, bankomaty za darmo, karta akceptowana w większości bankomatów (nie we wszystkich jednak), lokata nocna z kapitalizacją odsetek codziennie, co zaoszczędzało na podatku od odsetek, bezawaryjne.
Ale teraz już spadło do całkiem przeciętnego poziomu. Lokata nocna jest oprocentowana bardzo kiepsko, plus opłata za kartę 3 PLN co miesiąc.
Wracając do podróży. Jechaliśmy razem z Markiem.
Na dworcu Merk spotkał kolegę, więc zrobiło się nas już troje. W pociągu było nam weselej, chociaż mniej więcej w połowie drogi ja przysnęłam, a chłopaki złapali się za jakieś swoje lektury typu notatki z uczelni i Przegląd Sportowy. Ja miałam zamiar posłuchać Harrego Pottera, ale zasnęłam po pierwszych trzech minutach i na tym się to skończyło.
To jest ciekawostka niewyjaśniona - z uśnięciem na własnym łóżku mam problemy, pomimo, że jest wygodnie, cicho i spokojnie, za to w pociągu zasypiam w kilka minut, pomimo, że na siedząco, głowa mi leci co chwila na dół, pociąg stuka, hamuje, trzęsie i zgrzyta. Zawsze zasypiałam w pociągu z niewytłumaczalną łatwością i myślę sobie, że albo to jest kwestia nawyku i skojarzeń na zasadzie psa Pawłowa, albo mam ten pierwotny odruch, który sprawia, że niemowlaki zasypiają kiedy im coś szumi za uszami, albo sie je kołysze. Widocznie z pewnych rzeczy się nie wyrasta. :)
Warszawa jest zakopana w śniegu!! Macie tam pięć razy więcej śniegu na ulicach, a raczej na chodnikach, niż my w Lublinie!
Brnęliśmy w tym śniegu, gdzieniegdzie po wydeptanej ścieżynce na szerokość jednej pary nóg. Szło się ciężko i bardziej to przypominało nam chodzenie po łonie natury niż po ulicach polskiej metropolii. No ale może "polska metropolia" to jest oksymoron?? A może to automatycznie definiuje jakiś (niski) poziom luksusu... ? :)
Śniegu jest w każdym razie w stolicy w bród!
A my podreptaliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego, bo chciałam kupić Łukaszowi przegraną niespodziankę.
Tak, założyliśmy się w piątek (znów) i przegrałam (znów). I nagroda za wygrany zakład była niespodzianka. Kupiłam więc Łukaszowi "Filmowy przewodnik po Warszawie" - książkę z płytą, które miał upatrzone już od jakiegoś czasu, tylko nie składało się, aby je zakupić. Żadne z nas w Warszawie nie było od kilku miesięcy. Planowałam kupić to Łukaszowi jako prezent najpierw na urodziny, a potem pod choinkę, nawet Aga, która mieszka w Wa-wie gotowa była po książkę pojechać i mi ją potem przesłać. Potem wypatrzyłam, że Muzeum ma sklep internetowy, ale wtedy już święta były za pasem i paczka mogłaby nie dojść. I tak to doczekała książka przegranego zakładu.
Na spotkanie dotarliśmy już trochę zmęczeni tym przedzieraniem się przez śniegi. Ale ogólnie w dobrej formie, po lekkim lunchu.
Marek straszył, że zazwyczaj spotkania przedłużają się, ale tym razem było ono krótsze. Spędziliśmy jeszcze trochę czasu po spotkaniu w naszych wydziałach i koło 16-tej ruszyliśmy w drogę powrotną.
Zanim Wsiedliśmy do pociągu zdążyliśmy kupić bilety, zajść do Empiku po kartkę dla babci, wypisać kartkę i wrzucić do skrzynki w punkcie pocztowym na dworcu PKP, źle sprawdzić odjazdy pociągów i przestraszyć się, że nasz pociąg zwiał, pomimo opóźnienia, zadzwonić po ratunek do Łukasza, który jako jedyny zna się na rozkładzie pociągów i obsługi strony internetowej PKP, sprawdzić jeszcze raz rozkład jazdy pociągów i przekonać się, że nasz pociąg jeszcze nie przyjechał, znaleźć peron i wyczekać na nim na lekko opóźniony pociąg.
Wróciliśmy do domu wieczorem. Mnie bolała głowa od jakiejś 14-tej i w drodze do domu myślałam, że zejdę z tego świata tak, jak siedzę. Okropna męczarnia. A nie miałam nic przeciwbólowego. Za to miałam stado myśli pod hasłem czy ból głowy może człowieka zabić? Bo mnie już wykańczał.
Dotarłam do mieszkania ledwo żywa i połknęłam tylko nurofen i położyłam się spać.
Średnio zakończyła się ta wycieczka, jak dla mnie przez ten przeklęty ból głowy, ale ogólnie było bardzo fajnie.

3 komentarze:

marko pisze...

Wszystko sie zgadza na snieg w stolicy pewnie nie narzekaja, w piatek tez bylo go sporo jak wyjezdzalem na pare dni na SLASK, tutaj znacznie lepiej wiadomo aglomeracja i sluzby nieco inaczej pracuja! pozdrawiam

Mena pisze...

Alior od lutego znowu podnosi miesięczną opłatę za kartę :( Będzie równa 5zł, a dla niektórych (którzy nie przelewają wystarczająco dużo na to konto) nawet 9zł!) Moim zdaniem to lekka przesada...

Justee pisze...

No to ja zamykam! Bankomaty wygodne, ale bez przesady z tymi opłatami... Jak na dzisiejszą konkurencję, to dali czadu, nie ma co! :)