piątek, 8 stycznia 2010

Harry nie-półkownik

Słucham nowego audiobooka. Tym razem padło na Harrego Pottera.
Został wytypowany do słuchania na zasadzie: mniejsze zło.
Przejrzałam wszystkie audiobooki, stojące na półce w Mielcu i ze smutkiem stwierdziłam, że całe dwie kolekcje składają się w 90% z rzeczy niesłuchalnych. Są tam tak ambitne dzieła, że aż dostaję gęsiej skórki czytając same tytuły. I na tym poprzestanę, bardziej jeżyć się nie potrzebuję.
Może kiedyś w przypływie desperacji sięgnę po te wspaniałe klasyki - póki co jednak mam kilka mniej poważnych, a za to bardziej interesujących pozycji, które mnie przed tym uchroniły.
Kiedyś usłyszałam fajne określenie na coś, co długo zalega półki - było to w kontekście marketu. Kolega opowiadał, jak ochrzcili mianem "półkowniki" sprzęt zalegający od zarania dziejów, którego żaden klient nie chciał kupić. I pewnego dnia rozmawiał z klientem, który poszukiwał jakiegoś zestawu stereo do mieszkania. I oglądali kolejne pozycje wystawione w markecie na półkach.
W pewnym momencie facet wskazał na taką wieżę, która stała na półce od samego uruchomienia tego sklepu (wtedy to było mniej więcej dwa lata) i zapytał:
- A to co to? - chodziło mu oczywiście o to, jaki to model i co sobą przedstawia.
A koleżka na to roześmiał się i wypalił zupełnie się nie zastanawiając:
- A to już taki półkownik... - w tym momencie ugryzł się w język, ale facet słysząc "półkownik" czepił się tego określenia i najwyraźniej bardzo ono do niego przemówiło, bo stwierdził krótko:
- Pułkownik? O, to jak pułkownik to biorę!
I ku zdumieniu wszystkich pracowników tego działu - kupił zestaw i zwolnił to niefartowne miejsce na półce. :)
Przypuszczam, że te sklepowe to były "półkowniki", a nie "pułkowniki", ale jak widać ludzie mogą bardzo różnie interpretować ksywki, więc nigdy nic nie wiadomo. Facetowi "półkownik" skojarzył się z wysokim rangą oficerem, co znobilitowało sprzęt bez większej reklamy. :)
Wracając do Harrego Pottera.
Nie bardzo miałam ochotę go słuchać, bo jakoś nigdy nie skalałam się wzięciem do rąk tej książki. Obejrzałam swego czasu film - chyba nawet z dwie części. Owszem, podobały mi się, ale nie jakoś super-bardzo. Uznałam je za przyjemne bajeczki.
Natomiast książek nie tykałam, nawet pomimo, że na studiach nasz promotor je bardzo zachwalał i radził nam ich poczytanie, bo to takie fajne lektury...
Ja natomiast mam ten pierwiastek przekory, przez który wielkie hity i super-popularne pozycje mnie do siebie zniechęcają właśnie tą swoją popularnością. Jakoś wydaje mi się to niesmaczne, że ulegnę tej manii tłumu i w owczym pędzie stanę się kolejną ofiarą mody, dam się unieść fali fascynacji czymś, co akurat wzbudza powszechny zachwyt.
Ja ogólnie obawiam się takiego poddawania się modzie i nastrojom społecznym. I cokolwiek, co jest akurat bardzo popularne - mnie z założenia wcale nie interesuje i nie pociąga.
I nie tykam tego.
I tak właśnie omijałam książki o Harrym Potterze, pomimo, że mnożyły się i z roku na rok przybywało ich na rynku. Filmy też przestałam oglądać.
Ale teraz Harry Potter wydał mi się najbardziej nowoczesną pozycją i najmniej klasyczną (czytaj: odstraszającą) spośród audiobooków, które miałam pod ręką.
I już po przesłuchaniu kilkunastu minut książka mnie wciągnęła i pochłonęła bez reszty!!
Jest fantastyczna! A w dodatku czyta ją Piotr Fronczewski, a ja go bardzo lubię i ma on bardzo charakterystyczny głos, który świetnie nadaje się do czytania bajek. Zwłaszcza bajek o czarodziejach i niezwykłych rzeczach.
Magda dzisiaj w pracy stwierdziła, że Fronczewski nadaje się do czytania akurat książek o magicznym świecie Harrego Pottera, bo on sam kojarzy się ze swoimi rolami Pana Kleksa - bohatera naszego dzieciństwa. Dokładnie tak. Fronczewski mi się kojarzy z bajkami i tajemniczymi bohaterami. :)
Więc słucham Harrego Pottera i cieszę się, że ma on tak wiele części, bo jeszcze mnóstwo słuchania przede mną! Mam nadzieję, że Fronczewski przeczytał je wszystkie. Ale nie będę na razie tego sprawdzać, na wypadek, aby się nie rozczarować, gdyby nie przeczytał wszystkich. :)

4 komentarze:

Nomad pisze...

A ja nadal nie rozumiem, czemu dorośli czytają i zachwycają się Harry Potterem. Przecież to książka dla dzieci. Z drugiej strony czytałem parę lat temu "Alicję w krainie czarów" Ale w niej jest trochę matematyki oprócz czarów.

Justee pisze...

A na bajki do kina nie chodzisz? Ja chodzę i często są one pół dla dzieci, pół dla dorosłych.
Ta książka też nie jest do końca dziecinna, taka raczej dla starszych dzieci.

Nomad pisze...

Teraz już nie, ale jak syn miał jednocyfrowy wiek. To byłem z nim na wszystkich. Przyznam, że czasami brakuje mi tego, a najbardziej chyba jednocyfrowego wieku syna.

marko pisze...

Przecierz bajki i filmy pisza i tworza dorosli, chociaz sam nie ogladam to mysle ze czasme warto!