poniedziałek, 18 stycznia 2010

Idiota w teatrze

W sobotę poszliśmy do teatru na "Idiotę" Dostojewskiego.
W końcu poszliśmy tylko we dwójkę z Łukaszem, bo Kama dosłownie na dwa dni przed spektaklem dostała zaproszenie na jakąś imprezę z typu służbowych. Mam jednak swoje podejrzenia, że po prostu nie chciała siedzieć tuz pod sceną w tym nieszczęsnym drugim rzędzie i zrejterowała. :)
miejsca tak na marginesie okazały się super, zwłaszcza dobre do podziwiania przystojnego bohatera, który paradował w jednej scenie topless. Zaciekawiło mnie, czy on swoją muskulaturę wyrobił na potrzeby tej sztuki, bo wiedział, że każą mu tam zdjąć koszulkę, czy może ma po prostu takie zapędy, aby ćwiczyć i te jego mięśnie to tak się zrobiły przy okazji.
Podsumowanie sztuki w dwóch słowach, jakie mi się nasuwają - bardzo trafne z resztą - brzmi: telenowela brazylijska.
Może nie powinnam szastać takimi określeniami, z podtekstem że są one negatywne, bo jak mnie uświadamiała koleżanka, która od czasu do czasu daje się takiej telenoweli wciągnąć - bywają one sensowne i przyjemne do oglądania. Możliwe, ale ich akcja kojarzy się jednoznacznie.
Dostojewski był chyba u szczytu formy, kiedy pisał "Idiotę". Nie wiem, jak to się stało, że zrobili z tego sztukę, ale obawiam się, że była to pomyłka.
Sztuka zeszła już z afisza lubelskiego teatru, grali ją bardzo długo i zdaje się, że miała bardzo dobre recenzje.
Najwyraźniej ja żadnej recenzji nie napisałam, bo wcale taka dobra by nie była.
Zdaje się, że dojdę do wniosku, że twórczość Dostojewskiego jest niestrawialna. Pamiętam, jakim przygnębieniem napawała mnie lektura "Zbrodni i kary" i że nie zmęczyłam tej bukwy, pomimo najszczerszych chęci i zapału, który dramatycznie mi malał w miarę czytania. Bohater sam nie wiedział co ze sobą zrobić, zrobił coś, co żałował, zjadały go wyrzuty sumienia i... tylko tyle pamiętam. I to poczucie, że książka jest obskurna.
Za to "Idiota" przypomina mi romansidło pokroju właśnie takiej telenoweli, gdzie ona raz z nim, a raz z tym drugim, potem znowu z nim, a potem znowu z tym drugim, a potem znowu z nim, a potem... temu drugiemu brakuje już cierpliwości, ma zszargane nerwy i jest już na skraju załamania nerwowego, więc on ją tym nożem... Na końcu on i ten drugi się łączą razem w cierpieniu po jej stracie.
Mniej więcej w połowie jej wędrówki od jednego do drugiego bohatera i z powrotem, mnie już to znudziło. Ileż tak można?
To może - śladami Amiszów - lepiej by dla nich było założyć taką komunę trzyosobową i żyć tak w symbiozie, ale za to bez latających sztyletów?
Sztuka była bardzo fajnie wystawiona, aktorzy - bardzo nam dobrze znani. Zagrane - bardzo wyraziście. Sama forma - wciągająca. To tylko ta treść nie za bardzo mi podeszła.
Trochę nie mogłam uwierzyć, że ta sztuka polega na jej wędrówkach od jednego kochanka do drugiego. Wydało mi się to niskich lotów. Ale za czasów, kiedy Dostojewski tworzył "Idiotę" zapewne nie było jeszcze telenoweli brazylijskich. Może Dostojewski był swoistym prekursorem tego typu fabuł??
Tak, wiem, że on jest klasykiem, genialna twórczość, głębia psychologiczna i inne takie. Co z tego, skoro taka nieprzyjemna w odbiorze?
Następną sztukę wybierzemy sobie według klucza; komedia. Bez wędrujących kochanek.

5 komentarzy:

marko pisze...

Moze to pozniej powstala "zbrodnia i kara" ale nie zartujac to nie za wiele przerobilem z Dostojewskiego, ale opisana recenzja nie jestem zaskoczony bo powiesci tego autora nie naleza do latwo sie czytajacych.

Nomad pisze...

O jej co za herezje tu czytam. Dostojewski "Zbrodnia i Kara" to książka która niemalże zmieniła moją osobowość. Po jej przeczytaniu już nie jestem tym kim byłem. Książe Myszkin poczciwa człowieczyna. W ogóle Rosyjska literatura swego czasu mnie zauroczyła. Gogol z "Martwymi Duszami" A nawet Błuchakow i to nie tylko "Mistrz i Małgorzata" Teraz wziąłem się za Tołstoja "Anna Karenina" Strasznie się zachwycam tą książką. Sorry naprawdę bez złośliwości, ale do pewnych książek trzeba dorosnąć. Mnie dawniej nie podobał się Lem, ten od Kongresu futurologicznego, Dialogów czy Głosu Pana. Natomiast zachwycałem się Astronautami czy Edenem. Po latach sięgnąłem ponownie po Dialogi i wchłonąłem bez tchu prawie naraz.

Nomad pisze...

Bułhakow oczywiście.

Justee pisze...

No właśnie :) A mi jakoś ta rosyjska literatura nie podchodzi, bo jest taka przygnębiająca... Taki egzystencjonalizm przytłaczający. I ci bohaterowie tacy... skołowani. Może kiedyś do tego dorosnę, ale póki co jeszcze się to nie stało. Widzę te wszystkie zalety, bo warsztat pisarski jest owszem, wysokich lotów. Ale ta atmosfera...
Chociaż "Idiotę" mam na audiobooku i mam zamiar wysłuchać. Zaraz po Harrym Potterze siedmiu częściach. ;)
A "Mistrza i Małgorzatę" zakończyłam zaraz po tym, jak zaczęli latać na miotle... To mi jakoś bardziej pasuje do bajek.

Nomad pisze...

Mnie "Zbrodnia i Kara" nie przygnębiła, a dała nadzieję. W Mistrzu i Małgorzacie, (chyba się nie mylę). Najwartościowsze są dialogi Judasza z Jezusem. Sama książka - fakt trochę jak SF No ale postać diabła jest taka trochę mityczna/fantastyczna.