piątek, 3 września 2010

Urlop (prawie) rozpoczęty

Jedną nogą jestem na urlopie. Tą oficjalną nogą, tkwiącą w papierach, gdzie mam przyklepane, że od poniedziałku nie pracuję. Tą drugą, nieoficjalną nogą jestem daleko w lesie i jutro zdaje mi się pójdę popracować.
Dzisiaj tłukłam te przebrzydłe specyfikacje od rana. Oczywiście w pracy jest system "albo... albo" - albo pogrążasz się w jednym zadaniu, albo śledzisz wszystko na bieżąco. Pogodzić tego się nijak nie da. Dzisiaj robiłam to albo pogrążone w pracy i przez to zostawiłam w skrzynce coś koło 200 nieprzeczytanych maili. I oczywiście wypadłam z obiegu, nie wiem jakie dzisiaj objawiły się błędy, co zostało poprawione i jakie ustalenia padły. Przez cały tydzień pracowałam tym drugim albo i starałam się być na bieżąco, przez co specyfikacje przyrastały ledwo zauważalnie. I tym sposobem dzisiaj musiałam się im oddać bez reszty.
Reszta będzie jutro.
Klepanie pewnego pasjonującego zestawienia, czyszczenie poczty, która - mogę się założyć, że się zawiesi przez moją nieobecność. Chyba, że sobie wyeksportuję kilka katalogów do pliku.
Wizja tego, co zastanę za dwa tygodnie po powrocie z urlopu mnie przeraża.
Ale nasze plany skutecznie zapobiegną temu, abym leciała co kilka dni do pracy nadrobić zaległości.
Planujemy tournee objazdowe i już mamy na to biznes plan dosyć jasno sprecyzowany.

2 komentarze:

Nomad pisze...

Po trzech tygodniach urlopu miałem 2700 maili. Oczywiście 90% było nieistotnych, ale trzeba było je i tak przejrzeć.

Justee pisze...

Nom, to jest najgorsze. Czytanie wszystkich tych maili po urlopie...
Z resztą, tak samo upiorne jest czytanie maili na bieżąco, kiedy przychodzą ich dosłownie setki jednego dnia...