sobota, 26 listopada 2011

Akcja: Szczepienie na życzenie

Mniej więcej w połowie października urządziłyśmy ze Szwedką spontaniczną akcję szczepienia się na grypę.
któregoś poniedziałku wybrałyśmy się razem we dwie na spacer z pracy do domu. W połowie drogi rozmowa zeszła się nam na temat szczepień. Planowałam się zaszczepić w tym roku na grypę. Zbierałam się do tego tematu od jakiegoś miesiąca i nigdy mi się nie składało, aby pójść do przychodni i o to dopytać. I powiedziałam o tym Szwedce, a ona na to, że też chciała się zaszczepić, bo w przeciwieństwie do mnie robi to co roku. Nie ma to jak towarzystwo, zawsze to jakaś motywacja do działania. Od słowa do słowa postanowiłyśmy zapytać w osiedlowym ośrodku, kiedy można się zaszczepić. Zaszłyśmy więc do tej przychodni, pytamy, a tu pani z recepcji mówi do nas, że najpierw trzeba dostać od lekarza receptę, wykupić szczepionkę i wrócić do nich na zastrzyk. No i dobrze się składa, bo lekarka jeszcze jest, nie ma chorych (o dziwo!) i może nam recepty wypisać już od ręki.
Nie było na co czekać i tak już było późno, bo październik, a szczepienia robi się raczej we wrześniu. W dodatku obie miałyśmy plany na kolejne dni i nie było na co tego odkładać. Potem by się pewnie okazało, że nie mamy czasu na przyłażenie do przychodni ponownie, a grypa już się zaczynała.

Szwedka nie chciała iść tak z marszu po receptę, wysłała mnie pierwszą, aby sprawdzić czy będzie musiała się rozbierać do osłuchania. Ale że lekarka mnie nie badała, tylko zapytała czy jestem zdrowa i wypisała receptę to i w końcu Szwedka się zdecydowała. Dostałyśmy recepty w 10 min.
Sytuacja się zrobiła bardzo ciekawa, kiedy lekarka powiedziała, że jeśli kupimy sobie szczepionkę szybko i zdążymy z nią dojechać na 18.30 z powrotem do przychodni, to zaszczepią nas jeszcze tego samego dnia. Była godz. 17.20, uprzejma pielęgniarka kazała nam jechać na Wallenroda, bo tam szczepionka kosztowała jakieś 11zł taniej niż w osiedlowych aptekach.
Ale że szczepionki nie można przechowywać w domu, musi być w specjalnej labolatoryjnej
chłodziarce, w dodatku przewozi się je w warunkach termosowych, w torbach chłodniczych, wiec był cały korowód z tym.
Szwedka poszła po auto, bo ja swojego nie miałam, Łukasz był jeszcze w pracy. Ja poszłam po torbę chłodniczą i w 10 minut już jechałyśmy na Walla. Kupiłyśmy szczepionki błyskawicznie i o 18-tej już nasz szczepili w przychodni.
Szwedka mi powiedziała, że po tym szczepieniu nic nie jest, tylko boli ręka. Myślałam więc, że faktycznie nic mi po niej nie będzie. Pielęgniarka zapytała się nas z 3 razy czy nie jesteśmy chore, czy jesteśmy zdrowe i czy jesteśmy pewne, że jesteśmy zdrowe. Czułam się trochę, jak dziecko w przedszkolu. A najlepsze było to, że ja już wtedy miałam swój lekki kaszel, więc chyba tak do końca zdrowa to nie byłam. Ale nie byłam też chora, wiec nie widziałam problemu.
Zaczepiłyśmy się i pożegnałyśmy pod przychodnią, po czym poszłyśmy do domu, każda w swoją stronę.
Zanim uszłam sto metrów,miałam już dziwne uczucie, że mnie coś zamracza. No i kiedy doszłam do domu, czułam się już naprawdę kiepsko. Zjadłam szybko obiad i musiałam się położyć do łóżka. I normalnie mnie rozłożyło! Przez jakieś 3h myślałam, że zejdę na szczepionkę przeciw grypie. Byłam najzwyczajniej w świecie chora. Przez te 3h miałam grypę w wersji okrojonej z objawów.
Kiedy już odżyłam na tyle, że mogłam napisać SMSa, pożaliłam się Szwedce, że tak się źle czuję. A ona co? Zamiast mi współczuć, kazała mi wstawać i robić paprykę. Był to poniedziałek po tym łikendzie pod hasłem wekowania papryki i jedna porcja została mi do zrobienia właśnie na poniedziałek. Była to wersja z chili, więc napisałam Szwedce, że zrobię tą paprykę i jej dam słoik, żeby jej wyparzył ten cięty jęzor. :)
Wcale się tym nie przejęła. Odpisała, że wtedy ja się będę nudziła z nią, ale ludzie od niej z pracy mogą mi za to nawet podziękować.
A ja co zrobiłam?
Wstałam wieczorem, reaktywowałam się i zrobiłam tą paprykę do końca. Szwedce jednak jej nie dałam, dostała słoik normalnej niewypalającej języka. Nie ma to, jak odpowiednia motywacja.
Zanim mi to jednak przeszło, przez te 3 koszmarne godziny chorowania na szczepionkę przeciw grypie - zastanawiałam się, co mnie podkusiło aby się w ogóle szczepić!!?? Grypa na życzenie! Ale koniec końców chyba mi to na złe nie wyjdzie... Chociaż potem przez jakieś 3 dni nie czułam się do końca dobrze.

2 komentarze:

marko pisze...

Kiedys sie szczepilem obecnie coraz mniej a ostatnie lata prawie wcale, jak pracowalem w stolecznej na Szaserow w klinice to nas gonili z szczepionkami, personel medyczny tez sie nie szczepili caly, tak w temacie to sa dwa rodzaje gryp i 2 szczepionki ale moze cos sie zmienilo w czasie, mysle ze dobrze jesli sie zdecydowalas, te bakterie uodpornia twoj organizm i bedziesz miala z glowy, ja co roku troche kaszle i miewam lekkie przeziebienia, taka uroda!

klaudia pisze...

Ja się nie szczepię - ku przerażeniu mojej babci :p Tzn. jak mi się odpowiednio wcześnie przypomni, że się zaszczepić trzeba, to może i się zaszczepię (właśnie mój językoznawczy zmysł wykrył zależność: "zaszczepić" - pochodzi od "szczepu bakterii", uwielbiam te moje przebłyski :P). Za to całą jesień i zimę połykam cerutin i tran dla odporności. Ja w sumie to zawsze byłam odporna na wszelkie przeziębienia i grypy, w sumie to nie wiem, czy kiedykolwiek miałam grypę? Hm, chyba nie.